• Strona główna
  • Blog
  • Galeria
  • Dzienniczek ucznia
  • Kontakt
  • BIP BIP
Home Blog
Blog..
Przeżyj to sam! PDF Drukuj Email
Szkoła - Blog..
Wpisany przez Anna Czerwińska   
środa, 22 czerwca 2011 07:34

 
Włochy! PDF Drukuj Email
Szkoła - Blog..
Wpisany przez Anna Czerwińska   
piątek, 27 maja 2011 06:12

Drodzy Państwo! Diś gościnnie na naszym blogu - Przemek! Brawa dla gościa!



Drogi Czytelniku!

Udało mi się włamać na serwery i zamieścić tutaj tę informację. Wiedz, że od samego początku byłeś oszukiwany, a informacje tutaj zamieszczane miały na celu odwiedzenie Cię od okrutnej rzeczywistości za Twoim okn...

Ups, pomyłka.
To nie ten blog.
Znaczy, literówka. W adresie.
Zdarza się.

No, ale skoro już udało mi się coś nabazgrać, to nie pozostaje mi nic innego jak pobazgrać jeszcze trochę. Preferuje jednak lekką zmianę tematyki.

Włochy! Gdy nie ma się o czym pisać, piszę się o Włoszech (między innymi dlatego, że wszystkie drogi prowadzą do Rzymu, lecz o nim mowa dalej). To dobry temat, bowiem niedawno je odwiedzałem. OdwiedzaLIŚMY. Szkolna grupka w składzie: Piotr Czerwiński, Natalia Okrój, Sebastian Mejer, Ania Zaborowska i se moi pod dowództwem pana Dyrektora (kryptonim Kazmir), p. Oli Główczewskiej, p. Jolanty Recław (znanych też jako Ola&Jola) i p. Doroty Wilczewskiej (zbieżność z Dorotką w „Czarnoksiężniku z Krainy Oz” przypadkowa) podbiła serca Włochów w stylu, jakiego nie powstydziliby się Juliusz Cezar, czy Oktawian August. 15 maja zebraliśmy się wszyscy na lotnisku, uzbrojeni w pakunki o dziwnych kształtach. Nasze serca rosły w trwodze przed nadchodzącymi wydarzeniami, a było ich wiele! Przede wszystkim, nasz lot został opóźniony o pól godziny przez... Ptaka Kamikaze. Ludziom z lotniska zajęło pół godziny zmycie tego szaleńca (takie krejzi ptaki mamy w tych czasach...) z przedniej szyby samolotu, więc mieliśmy okazję pooddychać polskim powietrzem jeszcze chwilę. Uczniowie naszej szkoły przelecieli połowę drogi zanim zajęli odpowiadające im miejsca. Jedni zajęli się rozmyślaniem na tematy filozoficzne, inni ploteczkami (czyli podobnie). Po dwóch godzinach lotu znaleźliśmy się w Rzymie, który przywitał nas ciepło mimo późnej godziny i mżawki. Po otrzymaniu swoich pakunków (i zignorowaniu tych, których nikt nie chciał, a wyglądały jak przesyłki wojskowe) dotarliśmy w końcu do autokaru, w którym czekała na nas grupa z Rumunii. Teraz, gdy tak o tym myślę... Stare powiedzenie powinno się trochę zmienić. „Polak, Rumun – dwa bratanki. I do szabli, i do szklanki” przecież też pasuje, a zapewniam, że dużo w tym prawdy. Nawiązaliśmy kontakt w ciągu kilkunastu minut, a po około godzinie wyznawaliśmy sobie już miłość. Dotarliśmy do naszego hotelu około godziny trzeciej. Zdobyliśmy klucze do naszych pokoi, stwierdziliśmy z bólem, że nie ma tam dostępu do Internetu, po czym „ruszyliśmy w kimę”. Pierwsze koty za płoty - to był początek prawdziwej zabawy.

Poniedziałek to pobudka, wielkie nieogarnięcie i coś słodkiego. Rogaliki, jogurciki, świeży sok – to bardzo dobry pomysł na śniadanie. Gdy już napełniliśmy nasze brzuchy, ruszyliśmy do szkoły partnerskiej... gdzie czekało na nas więcej jedzenia. Zwiedziliśmy szkołę, odbyliśmy próby naszych przedstawień i zjedliśmy lunch składający się z niepoliczalnej ilości dań (No dobra, po prostu nie pamiętam ile ich było. W każdym razie dużo. I były pyszne. Bardzo. Bardzo-bardzo.) podawanych przez urodziwe włoskie kelnerki – teraz to już w ogóle możesz zazdrościć. Po tym wszystkim czekała na nas podróż do Neapolu. Dużo pięknych budynków, rzeźb i... śmieci. Nie chcę o tym wspominać. Ty, Czytelniku, nie chcesz o tym wiedzieć. Tak więc pominiemy tę część i ruszymy dalej, do restauracji. Co jak co, ale nikt z nas nie był przygotowany na śpiewającego Włocha i 8 (słownie: OSIEM) dań. Nie wiem, jak reszta, ale nasza grupa zmyła się po szóstym (zwłaszcza, że niektórzy brali w trakcie dokładki). Potem nastąpił czas fotek z krzesłami, kelnerami, palmami – wszystkim. W końcu jednak wróciliśmy do swoich pokoi i oddaliśmy się w objęcia snu.

I NAGLE WSZYSTKO WYBUCHA I OGNIEM ZIEJE!
Znów pomyłka.

Następny dzień, wtorek. Dwoje z naszych jest nie-do-końca-dysponowanych przez – najprawdopodobniej – przeziębienie. A to źle, bo mamy tego dnia prezentować nasze przedstawienia. Jednak nie ma co się zamartwiać, jeśli my nie damy rady to nie ma człowieka, który by dał! Po śniadaniu i aferze z kluczem (Wyobrażasz sobie, Czytelniku, sytuację, w której ktoś zatrzaskuje klucz od Twojego pokoju oraz łazienki w tejże łazience? Ja nie muszę. To się zdarzyło.) ruszamy do szkoły. Przebieramy się, wchodzimy na scenę (NA PEEEEEŁNYM LUUUUZIEEEE), pokazujemy co potrafimy i wszyscy nas uwielbiają. Tak to właśnie robią Polacy!Schodzimy do szkolnej restauracji, gdzie znów jesteśmy obsługiwani przez uczniów (dziwne uczucie), którzy w tajemnicy przed nauczycielami (i tak wszystko widzieli) nalewają nam wino „na lepsze trawienie”. Dalszą część dnia spędzamy znów w Neapolu, gdzie robimy pierwsze zakupy i jemy prawdziwą Włoską pizzę. Powrót do hotelu około 23, rozmowy balkonowe do 2. i na końcu sen.

Środa! Po podstawowych porannych czynnościach wsiedliśmy do autokaru, który zawiózł nas do portu w Neapolu. Tam też poczekaliśmy około godzinę na statek, który miał zabrać nas w miejsce, które pozostanie w moim sercu na zawsze. Capri. Chciałbym, naprawdę chciałbym opisać piękno tamtejszych zapachów i widoków. Stromych klifów, lazurowobłękitnej wody, wielokolorowych kwiatów, krętych ścieżek, wąskich uliczek, sklepów Prady i Dolce Gabanna, hotelu z ogromem wywieszonych flag, w tym polską. Chciałbym, ale to niemożliwe. Tam po prostu trzeba się znaleźć i – jak ja – zakochać. Poza szczoteczkami do zębów za €3.50 (co nam daje 14 złotych) wszystko było urzekające. Ten dzień był jednym z piękniejszych, dlatego też nie umiem go opisać. Wszystko skończyło się smaczną kolacją, dalszą integracją z innymi grupami i – w końcu – snem.

W czwartek zawitaliśmy w Rzymie. Co było w tym wszystkim najgorsze? Zdecydowanie pobudka o szóstej rano. Co było w tym wszystkim najlepsze? Cała reszta. Koloseum, Forum Romanum, Pałac Republiki, Watykan, żywe posągi, rzymska restauracja, nawet Piotr spowalniający wszystkich pragnieniem zdobycia pamiątek. (Szczerze mówiąc, jest już czwarta nad ranem, a ja opisywałem cały ten dzień w raporcie i nie wiem, co jeszcze od siebie dodać.). Do hotelu wróciliśmy dopiero o 23, jednakże wciąż w dobrych humorach. Jak co wieczór, przed snem spotykaliśmy się z innymi grupami.

Piątek. Nasz autokar został zamieniony na dwa mniejsze. Okazało się, że to świetne rozwiązanie, skoro jechaliśmy do Sorrento i Positano – miejsc, do których jedzie się drogą osadzoną na krańcu ogromnego klifu stanowiącego jednocześnie brzeg morza. Żeby tego było mało, droga tworzy swoista „serpentynkę”. Wyobrażam sobie, jak skończyłaby się jazda tą drogą przy pomocy dotychczasowego autokaru. Przynajmniej byłoby o nas głośno w wiadomościach. Miejsca były malownicze. Ogrom drzew owocowych na ulicach (szkoda, że nie miałem drabiny, zjadłbym sobie pomarańczkę), kompaktowe samochody na ulicach, wszędzie ciasnota, a jednak w człowieku zostawało poczucie bycia wolnym. Lunch w Sorrento, po czym podróż do Positano (Jeszcze mniej bezpieczna, za to bardziej malownicza droga. Natura jest wredna. Jeśli chcesz zobaczyć coś ładnego, musisz ryzykować, że będzie to ostatni widok w Twoim życiu.) Zakupy, ślub i fotki z młodą parą (zrobiły furorę, to widocznie rzadkość). Pod wieczór powrót do Pompei, szybki prysznic i EKSKLUZYWNA KOLACJA W STROJACH WIECZOROWYCH. Co jak co, ale na coś takiego niektórzy nie byli przygotowani. Dlatego też wszyscy byli pod wrażeniem tego, jak wyglądaliśmy wspaniali, piękni MY. Wieczór był długi, pełen niespodzianek, a ja wspominam go bardzo miło.

Sobota to praktycznie dzień ostatni naszego pobytu. Większość dnia zwiedzaliśmy Pompeje – najpierw każdy na własną rękę (niektórych zaczepiali Włosi prosząc o wspólne zdjęcia), potem już całą grupą ruszyliśmy w stronę ruin. Porównując do pozostałych dni, ten był dość spokojny. Wszyscy myśleli o tym, że na następny dzień już będą musieli się żegnać ze sobą. Wieczór był z kolei eksplozją emocji, wylewnych pożegnań i wielką imprezą. Trzeba przyznać, wyszaleliśmy się przed pożegnaniem. Niektórzy w ogóle nie poszli spać, bowiem...

...w niedzielę musieliśmy być na nogach już o piątej rano. O szóstej wyjechaliśmy na lotnisko w Rzymie, więc byliśmy tam o dziewiątej. Został nam dzień, który należało przeczekać na lotnisku. Daliśmy radę. Wytrzymaliśmy tydzień, mielibyśmy nie wytrzymać kilku godzin? W ciągu dnia targały nami mieszane uczucia. Z jednej strony tęskniliśmy za Polską i nie mogliśmy się doczekać powrotu,z drugiej jednak... Cóż, chyba zintegrowaliśmy się za bardzo. Chcielibyśmy jeszcze kiedyś ujrzeć naszych przyjaciół z innych krajów. W Polsce zawitaliśmy 20 minut po północy, 22.05.2011r. Byliśmy rześcy, świeży, mieliśmy bagaż nowych doświadczeń i zatartych stereotypów za sobą. Cieszyliśmy się, że jesteśmy na miejscu, jednocześnie żałując, że nie mogliśmy zostać dłużej we Włoszech.

A ja osobiście informuję wszystkich, że nie wszystko stracone i mogą ruszyć za rok do Turcji. Wszystko dzięki inicjatywie naszych nauczycieli i dyrekcji, którym serdecznie dziękuję.

Przemek Formela

 
Żabka PDF Drukuj Email
Szkoła - Blog..
Wpisany przez Anna Czerwińska   
sobota, 14 maja 2011 19:02

Żabka patrząca na Faraona czy też jabłko z pomidorem i ryżem, obok octu i miodu, czekolady i proszku...takiego do prania rzecz jasna.
Nie nie... jeszcze jest z nami wszystko w porządku. I tak...wiemy, co piszemy. To garść wskazówek dla Was jak się uczyć. Maturzyści przystępują do ostatnich już egzaminów maturalnych, więc teraz kolej na Was jeszcze nie-maturzystów- do wykazania się wiedzą i umiejętnościami.
Choć za oknem letnie temperatury - jeszcze miesiąc nauki przed nami! A to trzeba przecież jeszcze jakieś słówka poprawić, a to trzeba jeszcze parę dat zapamiętać. Nasza praca się jeszcze nie skończyła. Więc zacznijmy od początku....
Dawno dawno temu...w odległej krainie...no dobrze, bo nie tak daleko i nie tak dawno. Ale była sobie żabka i wszyscy wiedzieli, że zwierzątko to lubiło patrzeć na Faraona. Mimo to pytali: Czemu Patrzysz Żabko Na Głupiego Faraona? Nie chcemy oceniać teraz bynajmniej rządów w Egipcie. Ale powyższe zdanie w łatwy sposób pomaga nam zapamiętać kolejność kolorów tęczy. Każdy wyraz wprowadza nam kolor. I dlatego mamy: Czerwony, Pomarańczowy, Żółty, Niebieski, Granatowy i Fioletowy.
A co zrobić, gdy ktoś powie do Was: Moją Wolę Znaj Matole Jak Się Uprę Nie Pozwolę? Wtedy wiemy, że ktoś nie obraża nas tylko... uczy się nazw planet (z Plutonem jeszcze, bo wierszyk powstał, gdy Pluton uznawany był za planetę). Mimo to chyba i tak może się przydać. Wpada szybko w ucho i mamy: Merkury, Wenus, Ziemia, Mars, Jowisz, Saturn, Uran, Neptun no i P dla Plutona. W jednym paluszku, na jednym oddechu, bez zająknięcia! Dlatego jeśli musicie zapamiętać kolejność czegokolwiek to najlepiej ułożyć sobie jakieś takie śmieszne zdanie albo rymowankę taką jak na przykład:
Dziewięć sześć sześć (966) - Mieszko przyjmuje chrzest.
Tysiąc dwadzieścia pięć - Bolesław królem jest.
Teraz ci to powiem: kruki lubią sery. 8 razy 8 jest 64.
Gruszka jest dojrzała, trzeba ją zjeść. 7 razy 8 jest 56.

Może ktoś z Was zna jakieś przydatne wierszyki, rymowanki? Dajcie znać;)

 

Anna Czerwińska - Pedagog

Agnieszka Węsiora - Germanistka

Poprawiony: sobota, 14 maja 2011 19:07
 
Matura! Huraa! PDF Drukuj Email
Szkoła - Blog..
Wpisany przez Anna Czerwińska   
piątek, 06 maja 2011 12:03

Hura! Hurra dzisiaj MATURA...marynara i fryzura ....MATURA!

To ona była z Wami pilnymi uczniami
To ona spowodowała bóle brzucha i ucha
lekkie zakręty, momenty
chwile zwątpienia, olśnienia
oraz niezapomniane wspomnienia.

Możliwe, iż w tych minutach przed i po egzaminie maturalnym nie do końca zdawaliście sobie sprawę co się z Wami działo, dlatego zerknijcie na zdjęcia i poszukajcie siebie:)

 

Maturzysci_26
  • Maturzysci_26
Maturzysci_6
  • Maturzysci_6
Maturzysci_24
  • Maturzysci_24
Maturzysci_4
  • Maturzysci_4
Maturzysci_22
  • Maturzysci_22
Maturzysci_14
  • Maturzysci_14
Maturzysci_28
  • Maturzysci_28
Maturzysci_29
  • Maturzysci_29
Maturzysci_10
  • Maturzysci_10
Maturzysci_8
  • Maturzysci_8
Maturzysci_3
  • Maturzysci_3
Maturzysci_20
  • Maturzysci_20
Maturzysci_30
  • Maturzysci_30
Maturzysci_16
  • Maturzysci_16
Maturzysci_13
  • Maturzysci_13
Maturzysci_25
  • Maturzysci_25
Maturzysci_1
  • Maturzysci_1
Maturzysci_11
  • Maturzysci_11
Maturzysci_32
  • Maturzysci_32
Maturzysci_27
  • Maturzysci_27
Maturzysci_31
  • Maturzysci_31
Maturzysci_19
  • Maturzysci_19
Maturzysci_18
  • Maturzysci_18
Maturzysci_7
  • Maturzysci_7
Maturzysci_23
  • Maturzysci_23
Maturzysci_15
  • Maturzysci_15
Maturzysci_12
  • Maturzysci_12
Maturzysci_9
  • Maturzysci_9
Maturzysci_17
  • Maturzysci_17
Maturzysci_5
  • Maturzysci_5
Maturzysci_2
  • Maturzysci_2
Maturzysci_21
  • Maturzysci_21

 
Maturzyści PDF Drukuj Email
Szkoła - Blog..
Wpisany przez Anna Czerwińska   
piątek, 29 kwietnia 2011 14:32

 
Więcej artykułów…
  • Krew
  • Droga Młodzieży!
  • Teatralny "Mam Talent"..
  • Prima Aprilis
« pierwszapoprzednia12345następnaostatnia »

Strona 1 z 5

Blog menu

  • wróć do głównej..
  • COŚ SŁODKIEGO
  • Lista wpisów
  • Galeria
  • Plan lekcji
  • Dzienniczek ucznia
© Zespół Szkół Ponadgimnazjalnych w Przodkowie 2008-2012
Stronę wykonali: Wojciech Stachurski, Karol Rzepka, Pawel Bigus