Drukuj

Gdzie się podziały tamte zeszyty...

Anna Czerwińska w dniu: 19 listopad 2010.

Gdzie się podziały tamte zeszyty, zeszyty z dawnych lat….. O co Paniom chodzi pewnie teraz się zastanawiacie.
Za naszych czasów, a to jak wiecie to nie była epoka Elizy Orzeszkowej, na przerwach nosy uczniów utkwione były w zeszytach a pomimo hałasu słychać było przyspieszone bicie zdenerwowanych serc…. A w szkole w Przodkowie to chyba inna historia! Po pierwsze czas na Male co nieco z naszego sklepiku. Po drugie gdzie my tak właściwie  mamy lekcje?:) Po trzecie „ z kim?”. Po czwarte „opowiem Ci kawał ”. Po piąte „Masz zadanie domowe?” a po szóste „ona powiedziała ze tamten powiedział a tamten powiedział, że ona powiedziała – czyli plotki i ploteczki”. Mimo wszystko radziłybyśmy Wam, aby Wasz wzrok spotkał się z cennymi notatkami, które macie w księgach wiedzy, czyli w Waszych zeszytach (nawet jeśli mają 16 stron z czego 4 wyrwane) . Oczywiście za przykład posłuży Wam historia Waszych kolegów.  Zamieńcie się w słuch tzn. wzrok.

 


Czasem pewnie widzicie nauczycieli, którzy przychodzą obserwować lekcje swoich kolegów po fachu (jak to się zwykło mówić).
Ostatnio miałam przyjemność być na języku polskim, gdy omawiano „Nie-boską komedię”. Książka ta należy raczej do tych, które są utrzymane w poważnym tonie – wzniosłe ideały, romantyzm, dramat, łzy i tak dalej. No i tego też się spodziewałam przekraczając próg klasy. Pogoda za oknem wzmogła poczucie powagi. Wszak bohaterowie romantyczni, walka o niepodległość. Powaga. Tylko powaga. Ale nie tego dnia i nie w naszej szkole. „Nie - boska komedia” okazała się istotnie komedią. Wystarczy, że coś się źle usłyszy… Prawda? Ale od początku.
Uczniowie mieli za zadanie zastanowić się nad bohaterami romantycznymi, którzy znajdowali się w jakimś konflikcie ze społeczeństwem, lub jego określoną grupą. Klasa jak jeden mąż od razu wskazała na Kordiana. Ale na nim nie koniec. „Było jeszcze paru….” – mówi nauczycielka. Klasa głowi się, słychać wertowanie kartek w zeszycie, część osób czeka, aż jednak ktoś znajdzie, albo w końcu wpadnie na jakiegoś bohatera. Nauczycielka oczywiście naprowadza. Daje wskazówki. I nic. Dalej wertowanie, szukanie w swoim zeszycie, szukanie w zeszycie koleżanki. I nic. Co za pech.
Siedziałam w ostatniej ławce. Jeden z uczniów się odwraca i zawadiacko pyta: „A Pani wie?”. Podpowiadam szeptem: „Konrad”.
Miałam nadzieję, że pomogę uczniowi i może zdobędzie jakiegoś plusa. A uczeń na to: „Pani mówi, że Konrad”. Eh…. Nie tak to miało być…. – myślę sobie. No ale trudno. Mam obserwować.  Już nie będę podpowiadać. (Obiecałam w myślach sobie).
Pani polonistka pyta dalej: „…. A w trzeciej części „Dziadów”…. Kto jest pokorny… taki bohater…..”. Replay poprzedniej sytuacji: Klasa głowi się, słychać wertowanie kartek w zeszycie, część osób czeka, aż jednak ktoś znajdzie albo w końcu wpadnie na jakiegoś bohatera. Nauczycielka naprowadza. I znowu nic. Dalej słychać wertowanie, szukanie w swoim zeszycie, szukanie w zeszycie kolegi. I znowu nic. Co za pech.
„Ksiądz Piotr” podpowiadam. (Szeptem oczywiście). „Jaki ksiądz?”- pyta uczeń, ale już nie słyszy, że chodzi o księdza Piotra. Ale w myślach zapewne stwierdza, że …no tak… był taki ksiądz… tak śmiesznie się nazywał….”. Widzę, że uczeń już już zaraz powie. I słyszę: „Ksiądz Robak”. (Chowam twarz w rękach, bo jeszcze Pani polonistka pomyśli, że to ja takie ‘mądre’ odpowiedzi znam).
Słyszę pytanie Pani nauczycielki: „Przepraszam, kto?”. Uczeń troszkę zdezorientowany i niepewny już swojej odpowiedzi mówi: „No ksiądz Robak czy Pająk… co za różnica”.

Drodzy Uczniowie, z tym morałem pseudo biologiczno – polonistycznym zostawiamy Was na weekend. Nie zapomnijcie spakować w poniedziałek zeszytów - a nóż na przerwie się przydadzą.

Anna Czerwińska - Pedagog
Agnieszka Węsiora - Germanistka